piątek, 22 kwietnia 2011

Tata Kuby

Mam ojca. Zaczynam jak w programie u Drzyzgi, ale fakt posiadania ojca nie jest wcale taki oczywisty, bo niektórzy nie mają tyle szczęścia. A jeśli już mają ojca, to często mają z nim chujowe relacje, czyli znowu niefart. Zwłaszcza między samcami stosunki bywają szorstkie, a w przypadku dwóch jedynaków może dochodzić do konfliktu nuklearnego. Nam udało się wypracować strefy autonomii, w które staramy się nie ingerować. To, co ujmuje mnie w moim ojcu to jego subtelność w poznawaniu mojego świata. Kiedyś oglądałem koncert Stinga na TVP Kultura, ojciec przysłuchiwał się milcząco. Po jakimś czasie, przy głupiej rozmowie poprosił mnie, żebym mu puścił płytę z piosenkami Anglika, bo mu się podobają. Wiem też, że czyta mojego bloga, bo w rozmowach czasem przytacza zdania, które napisałem. To, co jednak nas naprawdę łączy, to miłość do książek.

Ojciec ma pasję, którą zgłębia i czasem na niej jakiś grosz zarobi. Ma też sporą literaturę na ten temat, którą systematycznie poszerza. A że literatura ta fachowa jest, to ceny za książki bywają wysokie. A to z kolei stwarza problem. Mama bowiem wkurza się na ojca, że potrafiłby wszystkie pieniądze przefiurgać na książki a prąd by mu odcięli i nie miałby co do garnka włożyć.

Wspominałem, że mamy pasję - książki, to po dziadku, który też był jedynakiem i namiętnie czytał wszystko, co mu wpadło w ręce. Miejska biblioteka nawet wyróżniła go za to jakimś dyplomem uznania. Dość gówniany prezent za niszczenie wzroku przez tyle lat i za zawyżanie statystyk peerelowskiemu domowi książki. Ja prawdziwą fascynację książką przeżyłem późno, w liceum i na studiach. Oczywiście na studiach odkryłem autorów z liceum, których przerabialiśmy na lekcjach polskiego niczym barbarzyńcy, którzy kawał krwistego steku mielą na gównianą papkę. Coś, co określano mianem „lektury szkolnej” było przeze mnie znienawidzone i czytałem tylko po to, żeby przekonać się, że to chujnia! Dopiero potem odkryłem, że prócz „Procesu” Kafka napisał rewelacyjny „Zamek”; że obok znienawidzonej przeze mnie „Ferdydurke” jest genialny „Kosmos”; a wojna nie musi być sztafażem martyrologii, lecz mekką absurdu jak w „Paragrafie 22”. Przeczytawszy Hellera sięgnąłem po „Dobrego wojaka Szwejka”, „Na zachodzie bez zmian” i „Rok 1984.” A gdy dobrze poszperałem, znalazłem biografię Gienka Gutowskiego „Od Holokaustu do Hollywood”, który opowiada np. jak w czasie okupacji wchodził w dobrze skrojonym garniturze do „sklepu tylko dla Niemców” i od drzwi krzyczał Heil Hitler!, by móc zjeść porządny obiad. Tak skacząc po książkach, snobistycznie zachciało mi się je mieć. Trochę po to, by do nich wracać, ale bardziej, aby ułożyć je sobie na półce i móc patrzeć na nie leżąc na sofie z myślą, że (jak to mówiłem w dzieciństwie czytając Brzechwę) wszystko to jest właśnie Kumby.

Zachciało mi się biblioteczki z książkami, które mną wstrząsnęły, dały w mordę mojej infantylności, albo sprawiły, żem się zakochał w ich autorze niczym gówniarz w atrakcyjnej nauczycielce. Perwersyjne marzenie pomógł mi zrealizować ojciec. To on odkrył przede mną rynek książki używanej – „tanią książkę”, gdzie regularnie pielgrzymując kupowaliśmy za marne pieniądze świetne pozycje. Po pierwszym zaspokojeniu głodu konsumpcji przyszedł czas na książki trudniej dostępne. Ojciec i z tym dał sobie radę, przeszukując Internet lub znajdując człowieka, który miał kolegę, który znał kogoś, kto miał to, co mi było potrzebne. I to też za niewielką kasę. Skompletowałem tak wszystko, co chciałem (dziś jest tego ponad 120 książek). Nawet rzeczy bieżące ojciec potrafi zamówić w księgarni po cenie rabatowej. Wie, co lubię, bo dużo rozmawiamy. Mówię mu, że odkryłem takiego a takiego kolesia i szukam tej i tej książki. Za kilka miesięcy przy jakiejś okazji lub bez okazji dostaję coś, o czym wcześniej mu wspominałem. Cieszy go to, że potrafi mi znaleźć książkę, której ja nieporadnie szukam, że potrafi zrobić mi prezent, zaskoczyć mnie i sprawić mi prawdziwą przyjemność. A to w trudnych relacjach ojciec – syn, nie jest takie proste. Dziękuję tato.

1 komentarz:

  1. Książki i miłość do nich... to piękne i całkiem w moim klimacie.
    Nie mam ojca. Już. Ale to on zaszczepił we mnie czytanie, siadając co wieczór przy łóżku i czytając mi na głos baśniowe opowieści. Gdy jego zabrakło musiałam to robić sama i dzięki temu przenosiłam się w lepszy świat... Dziękuję Tato!
    I dziękuję Kumbo, że mi o tym przypomniałeś właśnie dziś :) :*

    OdpowiedzUsuń