A więc stało się! Zaczynam pisać bloga. Właściwie to wracam po krótkim urlopie do fachu, niczym seryjny morderca do męczenia ludzi po okresie wyciszenia – tzw. cooling-off period – jak to mówią na Investigation Discovery. Ciekawy program ten ID. Człowiek może się wiele nauczyć o psychice morderców. Choć uważam, że w polskiej telewizji ciągle brakuje takich programów, zwłaszcza o naszych rodzimych bandziorach.
Prawdziwą popularność w mediach zdobył jedynie ten koleś z Łodzi, któremu nerwy puściły po powrocie z Kanady i, jak to politycy mówili „dokonał pierwszego politycznego mordu w III RP.” Biedak nie mógł poradzić sobie z rzeczywistością jaką zastał. My, tu na miejscu łatwiej ją przełykamy. Wkurzamy się na polityków, ale z reguły w zaciszach mieszkań. Pieprzymy o polityce, ale mało robimy, żeby na nią wpłynąć, zasłaniając się odwiecznym argumentem - a co my możemy? A jeśli ktoś bierze sprawy w swoje ręce, to odzywa się w nim romantyczna dusza i z reguły musi się to źle skończyć.
W kontekście tego bloga, zszokowała mnie głupota urzędników i niektórych posłów PiS, którzy chcieli cenzurować Internet. Znam jedną taką panią burmistrz, która poszła na wojnę z internautami i lokalnymi mediami, a teraz jej polityczne kości bieleją poza sceną samorządową. Choć, jak prorokuje jeden lokalny historyk, ruda zmora może jeszcze wrócić. Fakt, że komentarze internautów bywają nieraz obleśne, o czym przekonałem się pisząc poprzedniego bloga, ale od osoby piastującej stanowisko publiczne oczekuje się dystansu. Skoro ja mogłem się tego nauczyć, to oni tym bardziej.
Nieodparcie mam jednak wrażenie, że politycy chcą pchać łapy wszędzie tam, gdzie jest jakakolwiek sfera wolności. Najlepiej oclić, opodatkować, ocenzurować i reglamentować. To mnie wkurza. Niemal jak Wojtka Młynarskiego, który w piosence „Co by tu jeszcze”, śpiewał: Jak długo można pieprzyć, Panowie? No jak długo jeszcze?!
Komunista i szuja Jerzy Urban powiedział kiedyś, że „na złość władzy trzeba być pedałem”. Patrzcie jaki paradoks. Tuba propagandowa PRL-u staje w obronie wolności słowa i cholera! ma rację. Moje liberalne poglądy też każą mi stawać w opozycji do wielu spraw, dlatego założyłem tego bloga. Żeby mieć sferę wolnej i nieskrępowanej myśli, gdzie mogę pisać o tym, o czym chcę, bez pokusy podkręcania tekstów i kurwienia się tylko po to, by notka ukazała się na „jedynce” Polskiego Portalu Internetowego. No i mam bloga, żeby was swoją twórczością męczyć niczym ten psychol z Reservoir Dogs znęcający się nad policjantem. Na koniec dodam, że mam dziś urodziny - 27 wiosen już, więc tytułem pointy skromnie życzę sobie wielu czytelników i komentarzy pod tekstami. Za co z góry dziękuję.
PS Blog ruszył dzięki nieocenionej pomocy Sylwii, mojego małego Bink-Binka, który niczym chińskie dziecko w fabryce zachodniego kapitalisty wycierpiało katusze pomagając mi przy starcie tego bloga. Rewolucja ma swoje dzieci, a blog Kuba Libre - małego Bink-Binka. Viva Kuba!
PS2 Tęskniliście?
PS2 Tęskniliście?
No to Syćkiego Najlepsego HEJ!!! :):):)
OdpowiedzUsuńW końcu ruszyło!! :) ale z małą podpowiedzią tu się troszeczkę 'wczepię', mianowicie jak na start to namieszałeś nieźle :D:D:D. Niby wpis otwierający blog a tu od razu rzucasz się na wszechświat ;P
Ten Blink-Blink... czyżby to wytwór jednego z filmów o pijakach popularnego w USA - "Bumfights"?
Aaa i jeszcze jedno :)
OdpowiedzUsuńDobra sprawa z tym powiadomieniem, kiedy będzie następny wpis :D
To był Pan Blonde. Jak on uroczo wyglądał... Tak samo jak w Kill Billu vol.2. Chyba mam słabość do tego pana.
OdpowiedzUsuńZadowolona jestem, że wróciłeś i wszystkiego najlepszego, staruszki :) :*
No to sto lat Kubisui :) I pewnie, ze tesknilam :) :***
OdpowiedzUsuńDziękuje za życzenia :)
OdpowiedzUsuńBodzio, Bink-Bink, to ksywka od nazwiska i proszę mi nie obrażać mojej koleżanki ;P
Siur, miłość do Pana Blonde jest pewnie u Ciebie równie silna ja do filmów Quentina ^^
Dzięki Rudzielcu :* ;)