piątek, 29 kwietnia 2011

Kalambury

Kolega opowiadał mi niedawno o swoich wrażeniach z popularnego wśród młodzieży międzynarodowego czatu. Zaczepił go tam jakiś anonimowy internauta z Anglii. Zagaił, czy pierwszy raz tu klika? Kolega odparł, że tak, bo - jak dodał - jest dość nieśmiały i nie zwykł bywać w takich miejscach. Na to Anglik spytał wprost – gej? Na tym rozmowa się zakończyła, bez żalu z kumpla strony. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności ponabijania się z niego, że na nieerotycznym czacie miał okazję zakosztować romansu w iście gombrowiczowskim stylu, lecz wzgardził uczuciem jak jakaś kryptociota. Za te słowa o mało od niego nie oberwałem w dziób, bo twardo upierał się, że on nie jest „miękki w nadgarstkach” i chciał mi argumentów na potwierdzenie owej tezy ręcznie dostarczyć. Czym potwierdzał tylko moją teorię o tłumieniu agresją swojej prawdziwej orientacji. Powstrzymałem się jednak od zgryźliwego komentarza i od przytaczania analogii do postaci z filmów Almodóvara. Ciekawe jest jednak to, że mimo zacierania się granic nadal inaczej rozumujemy pewne rzeczy niż nasi koledzy z zachodu. Nieśmiałość wzięta została za atrybut homoseksualisty i mało brakowało żeby (mówiąc po czesku) kumpel był szukany i  (o)szukany. Czego i ja ofiarą paść mogłem lat temu cztery.

W Krakowie wybraliśmy się z kuzynką na koncert kapeli bluesowej. Było wszystko: piwnica, klimat, studenci i liczna rodzina bidnych muzyków z kapeli. Miejsc siedzących jak na lekarstwo. Zadekowaliśmy się na końcu sali przy stoliku z konsoletą i zamówiliśmy piwo. Zaczęła się próba. Chłopaki grali żwawo wzbudzając zainteresowanie pań i entuzjazm mojej kuzynki, która co chwilę powtarzała, jak oni zajebiście grają. Kiedy się kapnąłem, że za nagłośnienie odpowiada stojący na scenie gitarzysta składu, poczułem, że będę miał cholerny niefart. Ożeniono mnie z nieszczęsną konsoletą. Moja fucha polegała na regulowaniu suwaków w razie gdybym usłyszał sprzężenie. Prosta robota niewymagająca większego talentu, więc sobie radziłem przez cały koncert.

Nowoorleańskie klimaty zwabiły masę ludzi, ale tylko jedna para poczuła bluesa i poszła w tany. Hulali z przytupem ku uciesze całej sali. W przerwie między setami, roztańczona kobieta przysiadła się do mnie. Okazało się, że jest z Finlandii. Na oko była po czterdziestce, ale dość seksownie wyglądała mimo upływu lat. Wzięła mnie za dźwiękowca zespołu, co szybko sprostowałem. Alkohol buzował mi w skroniach a ja wdałam się w niezobowiązującą rozmowę według wystudiowanych vocabulary practice myśląc o kolejnym piwie. Po jakimś czasie ignorancja zwiodła moją czujność na mieliznę głupoty i zgubiłem wątek wypowiedzi mojej towarzyszki. Kobieta chciała mi coś przekazać, o czym ja pojęcia nie miałem, więc jak w grze w kalambury zaczęła pokazywać na migi. Udawała, że ślini palce i szybkim ruchem przesuwała rękę wzdłuż swego ciała aż pod stół w okolice wedżajny. Powtarzała czynność kilkukrotnie pytając czy rozumiem. Podobno moja twarz przybrała wyraz zaskoczenia, zmieszania i strachu w jednym.„Krzyk” Muncha, jak w pysk strzelił! Mózg działał mi szybko wysyłając sprzeczne komunikaty: „spierdzielaj Kubuś!”, „dzwoń po egzorcystę!”, „o co tu kurwa chodzi?!” Na pomoc ruszyła mi kuzynka, która pękając ze śmiechu wykrzyknęła - Była pani w Wieliczce! „No pewnie, że w Wieliczce, matole!” – odezwał się głos wewnętrzny, a mózg w końcu skojarzył ślinione palce jako sól a ruchy ręką pod stołem jako kopalnię.

Wracaliśmy z kuzynką do domu. Chichrała się całą drogę, że zaliczyłem podryw, a mimo to nie skończyło się „kolacją ze śniadaniem.” Przypomniał mi się mój nauczyciel od muzyki z podstawówki. Mówił on: w kontaktach z obcokrajowcami trzeba znać język, albo przynajmniej wozić ze sobą blok rysunkowy i kredki, wtedy bez problemu się dogadacie.

4 komentarze:

  1. Głodnemu chleb na myśli...
    Opowiadałam kołkom Twoja historię z Wieliczką, bo nie mogłam się powstrzymać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Yyyy jakby jakas baba przede mną śliniła palce i pchała je w okolicy wedżajny od razu pomyślałabym o Wieliczce :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Siur dzięki za reklamę ^^ a Tobie, mój Rudzielcu, to zawsze się wszystko prawidłowo kojarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cytując klasyka: Koniec i bomba, a kto „nie” czytał ten trąba.

    OdpowiedzUsuń