piątek, 6 maja 2011

Chamstwo na życzenie

Jeszcze dziesięć lat temu, gdy człowiek chciał strzelić focha, obrazić się na cały świat i okolice, mówił domownikom, że gdyby ktoś do niego dzwonił (na stacjonarkę), to żeby przekazali, że wyszedł, bierze prysznic, po prostu nie ma go. I miał święty spokój, rozkoszował się samotnością do woli. Teraz jest gorzej. Każdy ma komórkę, więc łatwo wyczuć, czy się człek wk…ił (nie odbierając lub wyłączając aparat). I zaczyna się cyrk. Ludzie wiedząc, że człowiek jest wk…iony, starają się mu pomóc, gdy ten chce być sam, co go wk…ia jeszcze bardziej. Tak więc okres wk…ienia się trwa  długo.

Komórka to dzisiaj niemal jak smycz. I co ciekawsze prawie zawsze jesteśmy do niej przypięci, bo instynktownie spodziewamy się telefonu lub smsa o każdej porze. Wprawdzie można zawsze wyłączyć aparat na noc i mieć wszystko w d…, ale kto tak robi? Sami sobie tę elektroniczną obrożę zakładamy na szyję, pozwalając czuwającej komórce leżakować w zasięgu ręki, aż do pierwszych konwulsji powodowanych elektronicznym impulsem. Sam jestem w tej kwestii asertywny po byku, więc zdarza mi się prowadzić nocną konwersację telefoniczną lub smsową. Mimo, że mnie to wk…ia, bo chce mi się spać i wiem, że przyzwyczajam w ten sposób znajomych do dzwonienia, kiedy im się zachce (zwłaszcza po pijanemu).

Przeczy to zasadom tradycyjnego, dobrego wychowania, które wpajano mi w dzieciństwie. Uczono mnie, że do kolegów wolno telefonować od godziny 9.00 do 21.00. W innych porach byłby to nietakt. Nietaktem jest również spóźnianie się. Ale, od kiedy mam komórkę, to godziny spotkań stają się płynne, zawsze można wysłać smsa, że spóźnię się kapkę i sprawa załatwiona. Chociaż są wyjątki. Mam kumpla, który potrafi napisać „będę za 10 minut” i przyjść po godzinie. Inny kolega spóźnił się na spotkanie tydzień! Ale to już patologia.

Ci, co mnie znają wiedzą, że lubię się spóźniać, więc przychodzą z lekkim poślizgiem czasowym. Ja też wiem, że oni wiedzą, że się spóźniam, ale ostatnio przychodzę na czas lub kilka minut przed godziną zero. Niektórych moje spóźnienia tak wk…jały, że szli załatwić coś w między czasie, zamiast stać i czekać na mnie. Gdy się zjawiałem a znajomego nie było, brałem komórkę i dzwoniłem do niego, gdzie jest. I na przykład znajdywałem go w pobliskim sklepie. Ostatnio przyszedłem przed czasem w umówione miejsce. Czekałem cierpliwie i się wk…iłem, bo znajoma się nie zjawiła, później jeszcze bardziej się wk…iłem, bo zapomniałem komórki. Wróciłem do domu i chciałem zadzwonić, ale koleżanka nie odbierała, potem wyłączyła komórkę, znaczy wk…iła się. I to nie na żarty. Dopiero po jakimś czasie, i dzięki mediacji oraz naocznym świadkom (zaświadczyli, że byłem na czas) udało mi się z nią porozmawiać. Doszliśmy do wniosku, że rozminęliśmy się, bo staliśmy po przeciwnych stornach budynku. Ale jeśli miałbym telefon przy sobie…

Miał Tomasz Beksiński rację gardząc komórkami i komputerami w swoich felietonach. Chamiejemy przez technikę, która miała nam ułatwiać życie. Chamiejmy na własne życzenie i przy akceptacji otoczenia.

Muszę zastanowić się nad sobą. 

PS Dzisiejszy odcinek sponsorowała literka „W”.


14 komentarzy:

  1. "W" jak wolność?

    OdpowiedzUsuń
  2. "W" jak wk...iać się, bo to się ima tekstu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wniosek z tego, że komórkę jednak trzeba nosić ze sobą, jeśli się już jest jej posiadaczem. Inny, też dobry sposób to pozbycie się tego ustrojstwa. Święty, anielski spokój gwarantowany. Jedyny minus, to ograniczony kontakt ze światem, ale czasem i tego człowiek potrzebuje, zwłaszcza jeśli jest wk...ony:)

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, ważne by się nie dać zwariować ustrojstwu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedyne co niezmiernie mnie cieszy to to, że i w przypadku wpajanych Ci zasad dzwonienia w godzinach 9.00-21.00 też się spóźniasz i dzwonisz tę godzinę później niż wskazuje dolna granica... ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja chyba nawet dzwoniłem w okolicach 10.30 ;) No ale coś mi się zdaje, że kiedy bym nie zadzwonił, to by było źle ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciężko mi cokolwiek napisać mądrego ale piszę żebyś wiedział, że czytam:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiedziałem, że czytasz, ale dzięki Ci, za komentarz ;) Niebawem może będzie coś z Tobą związane, nie obrazisz się, że Cię wykorzystam? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedy szpyrek...po raz kolejny zostanie wykorzystany. Ma chłopak przechlapane

    OdpowiedzUsuń
  10. Zastanawiam się jakby do tematu podszedł Kieślowski? Na czym skoncentrowałby uwagę i czym pobudził do jakiejś głębszej refleksji. Nie wiem czy sięgnąłeś do samego dna problemu (nie wiem nawet czy o to chodziło), w każdym razie po przeczytaniu felietonu czuję się jakbym przejechała się po lodzie jednak bez skąpania się w lodowatej wodzie (a trochę na to liczyłam). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kasia, to przytul szpyrka do piersi, skoro taki z niego taki biedny chłopiec ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kieślowski i ja to dwa różne światy ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie muszę pytać Cię o pozwolenie, jak będę chciała Szpyrka przytulić. Swoją drogą musi się czuć wyróżniony, że poświęcamy mu tyle czasu. Zwłaszcza Ty:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Z tym spóźnianiem się to masz rację...

    OdpowiedzUsuń